:)
wtorek, 25 czerwca 2013
piątek, 21 czerwca 2013
210613 Madryt part.2
Druga część zdjęć z Madrytu.
3 dni intensywnego zwiedzania, był i Stadion Bernabeu i muzea, galerie, Brama Europy. Muzeum del Prado, ale o nim chyba coś więcej skrobnę przy następnym poście. Nawet wystawę fotografii mody moja towarzyszka dzielnie zniosła, bo obok były ratujące życie kanapy :). Nasze zmęczenie udzieliło się też aparatowi i postanowił dać temu ujście w ostrości, nad którą nie umialam zapanować, smuteczek.
Aha, za zaledwie kilka dni - Polska! Odliczam czas.
Ale z drugiej strony patrzę na tutejsze ulice i wiem, że będę tęsknić za tą architekturą.
ja, blachara
konferencja prasowa
wtorek, 11 czerwca 2013
080613 Madrid
Życie jak w Madrycie, czyli wyprawa z ostatnich dni.
aha
ja i moje posiadłości. Pałac Królewski
Walki byków, przeciw którym protestowałam, ale jednak...
takie tam pieknosci
Museo del Prado... to zdjęcie kosztowało mnie upomnienie<3
środa, 29 maja 2013
290513 Saragossa part.5
Dzisiaj wywody z gatunku: skargi i zażalenia.
Miło jest zarwać sobie nockę albo trzy, rano spóźniać się na finalną prezentację na uczelni, gorączkowo łapać taksę, w trakcie przeglądać nerwowo swój tekst, zajechawszy jak król pod uczelnię zorientować się, że jednak się nie ma portfela, nie mieć nic na koncie, pożyczać od kolegi, którego wcale się nie lubi, biec do sali, zauważyć, że pendrive z twoją tak cholernie cenną pracą wyparował gdzieś po drodze i akurat dziś nie wziąć laptopa. Polsko, tęsknię już!
A że najgorsze zajęcia mam w poniedziałki i wtorki, kiedy moi znajomi radośnie oznajmiają: wreszcie weekend, wreszcie piąteczek! - ja kulę się na myśl, że znów nocki, znów 12 godzin na uczelni, znów stresy, znów nie wiem dokładnie co zrobić, znów znów.
Tak więc w chwilach, kiedy muszę zabrać się do pracy, przypominam sobie: hej, tak jakby chyba prowadzę blog!, i ochota na wstawienie czegoś pojawia się z większą siłą, niż normalnie. Tak jak ochota do przejrzenia zdjęć z tego co było i było dobre.
PS. Ale ale! Właśnie pakuję walizkę i rano uciekam na kilka dni do Madrytu. tralala, zazdrośćcie mi! Jedziemy wydać ostatnie pieniądze.
Miło jest zarwać sobie nockę albo trzy, rano spóźniać się na finalną prezentację na uczelni, gorączkowo łapać taksę, w trakcie przeglądać nerwowo swój tekst, zajechawszy jak król pod uczelnię zorientować się, że jednak się nie ma portfela, nie mieć nic na koncie, pożyczać od kolegi, którego wcale się nie lubi, biec do sali, zauważyć, że pendrive z twoją tak cholernie cenną pracą wyparował gdzieś po drodze i akurat dziś nie wziąć laptopa. Polsko, tęsknię już!
A że najgorsze zajęcia mam w poniedziałki i wtorki, kiedy moi znajomi radośnie oznajmiają: wreszcie weekend, wreszcie piąteczek! - ja kulę się na myśl, że znów nocki, znów 12 godzin na uczelni, znów stresy, znów nie wiem dokładnie co zrobić, znów znów.
Tak więc w chwilach, kiedy muszę zabrać się do pracy, przypominam sobie: hej, tak jakby chyba prowadzę blog!, i ochota na wstawienie czegoś pojawia się z większą siłą, niż normalnie. Tak jak ochota do przejrzenia zdjęć z tego co było i było dobre.
udajemy burżua, wiecie
Subskrybuj:
Posty (Atom)



