a) popaść w depresję,
b) wycinać ze zdjęć własne, niekoniecznie udane, części ciała, a wstawiać te od Anji Rubik,
c) mordować się z wywalonym językiem w adidaskach na bieżni, patrząc w skupieniu na plakat wybranej ulubionej modelki, i mieć go przed oczami przechodząc obok każdej cukierni
d) poszukać w sieci cudotwórców wydłużających takie części ciała?
Żadne z tych rozwiązań nie wydało mi się dobre i łatwe i wymyśliłam coś innego. Puszczam tego posta i lecę szukać na facebooku profilu o nazwie "Mam gigantyczny tyłek" (w wersji light "Mam biodra", czy coś w ten deseń), idąc śladem profilu o nazwie "Mam kolana". A jeśli już taki znajdę, polubię, poczytam wpisy o charakterze "kobieta musi mieć tu i tu", poprzyznaję rację i poprawie sobie humor.
To co mam na sobie, jak by to powiedzieć, dupy nie urywa, jest ciepło i wygodnie, w sam raz na podróż.
kurtka - h&m
czapka - h&m man
dzinsy - stradivarius
buty - ugg
Tak, ja też noszę Te Wstrętne Kapciochy - Emu (a tak naprawdę Uggi, które szczerze polecam i wydaje mi się, że jakościowo mogą być nawet lepsze od australiskich Emu). Panowie protestujący przeciw tym najcieplejszym na świecie butom proszeni są o założenie botków na szpilce i przejście w nich 20 metrów. A zwracam się niecodziennie do panów, ponieważ ostatnio kolega wywołał u mnie sporą radość, mówiąc, że regularnie przegląda tę stronę. Takie uwagi ze strony facetów - no, przynajmniej mnie - nie zdarzają się często :)